piąta pora roku

2017

Miasto Mimo

 

 

Czekamy wszyscy na zieloną falę. Stepowanie przechodniów dudni mi w uszach, tak jak jadący tramwaj, setki aut, autobus... Całe hałaśliwe miasto, które żyje. Żyje mimo mrozu, mimo kiepskiej sytuacji w kraju, mimo własnych wyimaginowanych problemów, mimo tego, że jest wtorek. Nic nie mam do wtorku. Poza tym, że jest.

Idę dalej. Szukam dziś pracy.

Chodnik ewoluował z podmiejskiego, witryny w sklepach zalotnie zwracają na siebie uwagę, stare kamienice, jakby trochę młodsze w tym słońcu. Pani w budce z burgerami przemiła, mówi, że taka chuda dziewuszka, że tego za cztery pięćdziesiąt mi da (mimo, że chciałam za pięć pięćdziesiąt), zgadzam się. I tak nie jestem głodna. Złotówkę dam dzisiaj komuś, kto będzie jej potrzebować. Chcę poczuć, że jestem jeszcze dobrym człowiekiem. Miasto nieczułe na mój stan umysłu i ducha, kusi do wydania resztek, które dzwonią w portfelu. Poddaję się. Może będzie mi lepiej. Przecież szukam pracy. Tylko, nie na pół etatu w Netto, nie w burgerowni, ani w tym barze do 24-tej, ani w Plusie, nie w kinie, w kinie chcą tylko uczonych... Nie, tylko nie tam gdzie potrzebują. Ale szukam pracy w mieście Mimo. Mogłoby się odwdzięczyć, za te wydane, ostatnie złotówki, co miały być na pociąg do domu. Mam to gdzieś. Wracam na mieszkanie, trzeba przygotować obiad. M niedługo wróci.

 

Uwielbiam zapach świeżego prania. Nie mogę się skupić na niczym innym, mokre rozwieszam je na suszarce w salonie, specjalnie nie wywieszając na balkonie. Zapach unosi się przez cały dzień, nie myślę o niczym innym. Zupełnie to samo dzieje się ze mną gdy wraca M. Tak jakby moje życie nie istniało. Wciąż jestem rozproszona. Wszystko co robię ma jakąś rezerwę, jest połączone z myślą, że on gdzieś tam jest, siedzi na łóżku, idzie do łazienki, poruszył się, podrapał, ziewa... Może coś powie, przyjdzie, przytuli od tyłu przy zlewie, może po prostu coś...

Szkoda, że nie robią zajęć w szkole na temat jak radzić sobie w związku, albo jak szukać pracy, albo jak nie niszczyć swojego potencjału przez głupie myśli. Przydałaby mi się wiedza na te tematy. Nie musiałabym tu siedzieć i wymyślać co powinnam zrobić przez to, że siedzę w mieszkaniu, ani wąchać otoczenia i wchłaniać czyjegoś zachowania, jakby było to zadaniem na pełen etat.

Byłabym bogata, gdyby jeszcze mi za to płacono.

Jutro znów zaświta w pomnikowym mieście Mimo.

Czas na nikogo nie czeka.

Znów to samo fantastyczne uczucie powita rzeczywistość. Bez względu na nic, co się znowu zaczyna pod czternastką, miasto żyje i ma się dobrze, i ma wszystko w dupie.

 

___________________________________________________________

piąta noc


to był bardzo czarny wieczór 
w towarzystwie nieznośnego czarta 

czułam jego obecność 
w pojemniku na pościel 
gdy wszystkie złe myśli 
palcami pieszczotliwie układał do snu 

a sen złośliwie na balkon wyszedł 

podziwiał pomarańczowe miasto pomników 

gdzieś na skraju nocnej włóczęgi pytałam ciemność 
czy miłość zbawia ode złego 
bo jeszcze dycha truchło 
jeszcze uparcie się trzyma biednego człowieka