piąta pora roku

2016

Strajk

Jak to łatwo jest oddalić się od siebie.

Zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje, że dwójka bliskich sobie ludzi, przestaje się do siebie odzywać, przestaje patrzeć na siebie, a zaczyna robić na złość jeden drugiemu, bądź udawać, że ta druga osoba w ogóle nie istnieje.

Takie zachowanie jest zaraźliwe, na zasadzie jak Kuba Bogu, tak i Bóg Kubie.

 

Czy miłość ma tu rację bytu?

Czy gorszy dzień, powodujący serię nieprzyjemnych zachowań, słów i srogich spojrzeń, nie sprawi, że kolejny dzień będzie podobny? I tak kolejny, i następny?

Coś co miało być trwałe i piękne, okazuje sie być kruche i ulotne, tak jak nasze życie.

 

Jaka miłość uwalnia, a która staje się niewolą?

Nie piszę tu o patologii, ale o normalnie rozwijającej się relacji.

Co gdy jedna z osób przestaje być elastyczna, a kompromis oznacza "postawmy na moim"?

 

 Czuję, że od wielu tygodni mam depresję, a może nerwicę, sama nie wiem.

Wstaję z łóżka, zachowuję się przyzwoicie, staram się pracować, mimo, że nie mam pracy płatnej na etacie, uśmiecham się czasem i rozmawiam.

Ta szufladka, do której się wsadzam, jest ciasna i ciemna. I nie ma do niej klucza.

Chcę wracać do domu, mimo, że jest tam alkohol, dym tytoniowy i całe mnóstwo nic-nie-robienia.

Są tam też moi przyjaciele, rodzina, wspomnienia, ulubiony pokój, jest ciepło i mam czas dla siebie.

Są tam moje wybawiątka niezrozumiane, moje terapie zajęciowe na czterech łapkach, moje koty...

Mogę tam uczyć się grać na gitarze bez cienia wstydu, czytać Harry'ego Pottera tak długo jak tylko mam ochotę, pisać kiedy pojawia się ten moment, być sama ze sobą, przesadzać kwiaty, robić co chcę.

Ale wiem, że tak całe życie nie można.

Zwłaszcza gdy jest się z kimś i nie jest się u siebie.

Pozostaje mi "pokochać serce Jaworza". Postanowiono za nas dwoje.

 

Zrobię sobie strajk i przestanę jeść. 

 

__________________________________________________________________